Walentynki – tradycja czy komercja?

14. lutego wszyscy zakochani wysyłają kartki i obdarowują się drobnymi prezentami. Walentynki są dzięki temu jednym z najradośniejszych dni w roku.

Zwyczaj wysyłania „walentynek” wywodzi się z kultury angielskiej. Podobno pierwszy wiersz miłosny do żony z tej okazji wysłał w 1415 roku Karol, orleański książę uwięziony w Tower of London.

Najpiękniejsze listy miłosne wysyłane z okazji dnia Św. Walentego były wysyłane w XVII wieku. Setki pomysłów na rebusy, szyfry, wszystkie malowane ręcznie. Później kartki stawały się sukcesywnie produkcją masową.

Pierwszą drukowaną seryjnie kartkę walentynkową wypuściła na rynek w 1840 roku Esther A. Holland i zbiła na tym niemały majątek. Do dzisiaj 14. lutego Amerykanów ogarnia istny szał wysyłania. W samych Stanach, kartek pocztowych z tej okazji rozsyła się rocznie miliard. W bezmyślnym poddawaniu się różowym zakupom z serduszkami Amerykanie zdecydowanie przodują.

Od kiedy Walentynki są przepełnione komercją, kłócą się z głębokim rozumieniem miłości. Współczesna forma świętowania nie ma nic wspólnego z siedemnastowieczną sztuką kompozycji kart z wyznaniami miłosnymi. Jest to masowy, tandetny handel związany z kiczem i bezguściem. Nie chodzi tylko o prymitywną, serduszkową symbolikę. Z okazji Walentynek kupuje się już nie kartki, czy drobiazgi. Teraz modne jest kupowanie jak najdroższych prezentów. Im więcej pieniędzy wydamy na kogoś 14. lutego, tym bardziej go kochamy?

Zwyczaj walentykowy sam w sobie jest pomysłem ciekawym. Można więc zadbać o to, aby jego realizacja była wartościowa. Nie chodzi o prezent, tylko o pamięć. Spędzić ten dzień z ukochaną osobą, powiedzieć, że jest dla nas bardzo ważna, podziękować za to, że jest. Tak przeżyte święto będzie na pewno pożytkiem dla obojga.

Samobójstwa

Dlaczego tak wielu ludzi wybiera śmierć? Dlaczego niszczą tym samym swoją szansę na lepsze dni?

Statystyki są załamujące…Według nich 10 na sto tysięcy mieszkańców Polski popełnia samobójstwo… Większość nich to ludzie między 16. a 21. rokiem życia. Na światową skalę najwięcej samobójstw ma miejsce wśród Litwinów, jest to około 46 osób rocznie na sto tysięcy mieszkańców. Statystyki pokazują, że najodporniejsi na myśli samobójcze są Meksykanie. Wśród nich zaledwie 5 osób na sto tysięcy kończy ze sobą.

Chrześcijaństwo nie pochwala samobójstw, ale kto by się tym przejmował w najgorszych chwilach? W Japońskich wierzeniach samobójstwo (harakiri) uznawane jest za odzyskanie honoru po popełnieniu jakiegoś haniebnego czynu (a wierzcie mi – Japończycy mieli wielką dumę i takie odzyskanie honoru było dla nich BARDZO ważne). Tylko odbierając sobie życie samuraj odzyskiwał utracony honor. Smutne, ale prawdziwe. W dzisiejszych czasach wyznający Islam terroryści-samobójcy kończą z życiem “w imię Boga”.

Jak pokazują statystyki – niemało ludzi kończy ze sobą. Może w waszym towarzystwie jest ktoś, kto potrzebuje pomocy? Często teksty w stylu “Życie jest bezsensu” to nie tylko takie głupie gadanie. Może warto spróbować takiej osobie pomóc? Większość osób, które mają za sobą próby samobójcze cieszą się, że jednak przeżyli. Jak się okazuje – każdy problem da się rozwiązać, a niedoszli samobójcy po długotrwałych terapiach i rozmowach z psychologami powracają do normalnego życia. Spójrzcie na świat z lepszej perspektywy! Wiadomo, zdarzają się totalne porażki, ale to jeszcze nie koniec i na pewno przyjdą te miłe chwile, dla których warto jest żyć!

Bo życie to nie bajka…

„Żyj tak, żeby przez Ciebie nikt nie płakał.”

Powiedzcie mi – jak można przejść życie, by wszystkim było dobrze, by nikt przez nas nie płakał? Przecież to bzdura! No tak, ktoś napisze, że trzeba się chociaż starać. Ja piszę, że nie – nie trzeba. Żyłam tak. Niby dziecku jest łatwiej obdarowywać szczęściem, dawać od siebie jak najwięcej, żyć tak, by inni byli szczęśliwi. Z czasem jednak porzucona naiwność i ślepa wiara w ludzi przemienia się w troskę o własne dobro.

Egoizm? Czemu nie… Każdy człowiek jest w głębi duszy egoistą. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli w życiu będziesz musiała sprawić, że ktoś zapłacze, nie bój się tego, nie żyjemy w utopijnym świecie, gdzie każdy uśmiecha się serdecznie do drugiego człowieka. Łzy oczyszczają, łzy uczą, a co cię nie zabije, to cię wzmocni. Nie chodzi mi o to, by ranić, by zadawać ból. Próbuję zwrócić uwagę na bardzo cienką granicę pomiędzy dobrocią a destrukcyjnym zachowaniem w stosunku do samych siebie. Na świecie jest wiele osób, które tylko czekają na swoje „ofiary” – wykorzystają twoją naiwność, zdepczą i odejdą bez słowa podziękowania, a ty staniesz się tylko kolejnym szczeblem, po którym trzeba się wspiąć, by być jeszcze wyżej. Zapamiętaj jedno zdanie: „Miej serce otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu.”

To tak jak słowa, że człowiek jest z natury dobry. Nie, nie jest. Mała niewinna istotka brutalnie wrzucona jest w paszczę rzeczywistości, którą tworzą źli ludzie. By przetrwać, musi kroczyć razem z nimi, chociaż nie… musi biec, musi ich przegonić, aż stanie się jak ci, których goniła. Bo tu nie ma moralności, tu nie ma współczucia, tu jest prawo dżungli. Dlaczego tak pesymistycznie postrzegam świat? A może brutalnie obiektywnie?

Tak, są na świecie dobrzy ludzie. Nawet jest ich wielu. Swoją walkę o szczęście wygrają jednak jedynie ci, którzy zdają sobie sprawę z tego, czym jest życie w dzisiejszych czasach. To nie zabawa, choć można je nazwać grą – bez zasad, w której większość oszukuję, byle do celu, byle być lepszym, byle nie przegrać. Zaślepieni głupcy walczą, a sami nie wiedzą, o co. Spójrz czasem na mijających cię przechodniów. Który spojrzy ci w oczy? Czy ktokolwiek zwróci wbity w chodnik wzrok, by dostrzec drugiego człowieka? Jadąc dzisiaj autobusem przyglądałam się starszej kobiecie. Za mną dopiero 18 lat, ona przeżyła o wiele więcej. Zastanawiam się, kim może być, dokąd jedzie, czy ktoś na nią czeka… Po co? Nie wiem. Może w głębi duszy, tak naprawdę to nie chcę być egoistką…

Zwolnij! Szkoda życia…

Ilość i częstotliwość wypadków samochodowych nie powoduje w nas już większego zaskoczenia.

Codziennie media „trąbią” o coraz to nowych katastrofach na drodze. Przewracają się cysterny pełne środków chemicznych. Zatrzymuje się setki, ba, tysiące kierowców będących pod wpływem alkoholu. Organizuje się coraz więcej drogówek, tak bardzo znienawidzonych przez kierowców. Wszystko po to, aby oszczędzić chociażby jedno życie. Czy jednak wsiadając za kierownicę zastanawiasz się, co Cię może spotkać po drodze? Czy wychodząc do szkoły myślisz o tym, że być może ostatni raz przemierzasz tę drogę? Jestem pewna, że 80% z Was powiedziałoby „nie”. Do pewnego czasu również nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się dookoła.

Historia, którą chcę Wam przedstawić miała miejsce ponad miesiąc temu. Mam nadzieję, że dla wielu stanie się przestrogą. Mam tez nadzieję, że pozwoli Wam ona docenić wartość, jaką jest życie.

29. listopada 2004 roku Marcin, 9-letni chłopiec, zamieszkały wraz z rodzicami i dwiema starszymi siostrami w średniej wielkości miasteczku, wychodził przed 8:00 do szkoły. W drodze towarzyszyła mu jedna z sióstr -Karolina. Była od niego tylko o rok starsza. Wychodząc z podwórka oboje zaczęli wesoło śpiewać. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że to ostatnia droga do szkoły chłopca.

O godzinie 13:00 miałam jeszcze zajęcia. Nagle zadzwonił telefon. Tata był w stanie wypowiedzieć tylko 3 słowa: Marcin miał wypadek. Dziesięć minut później byłam z Ojcem w drodze do szpitala oddalonego o 30 km od mojego miasta. Był to szpital specjalistyczny. Przez drogę nie rozmawiałam z Tatą. Przed oczami przesuwały mi się jedynie wydarzenia sprzed 11 lat. Również wypadek, także mój brat. Kuba miał wówczas 3,5 roku, kiedy to zginął pod kołami TIRa. Do tej pory ciężko mi było się pozbierać po tej tragedii. Teraz, w całkiem nieoczekiwanym momencie nadeszła następna. Teraz, kiedy byłam już całkowicie pewna, że wszystko może być tylko lepiej.

Dojechaliśmy. Lekarz-ordynator, bardzo zresztą uprzejmy, zaprosił nas do swojego gabinetu. Stan Marcina był bardzo ciężki. Nie miał żadnych obrażeń zewnętrznych, żadnych złamań. Stało się jednak coś wiele gorszego. Został uszkodzony pień mózgu dziecka. Nawiasem mówiąc jedna z gorszych rzeczy, jaka mogła mieć miejsce. Jego serduszko biło, starał się także sam oddychać, jednak niepokojąca była długa śpiączka i obrzęk na mózgu, który nieznacznie się powiększał. Wypadek miał miejsce w poniedziałek. Do czwartku Marcin został w owym szpitalu. Lekarze rozkładali ręce. Kazali szukać pomocy wszędzie, gdzie to możliwe. Marcin znalazł się w Warszawie, w jednym z lepszych szpitali. Dostał tam genialną opiekę. Jednak jego stan się nie poprawiał, wręcz przeciwnie. Dzień w dzień, noc w noc była przy nim Mama. Staraliśmy się wyręczać ją we wszystkim. Trudno mi wyobrazić sobie, co wtedy przeżywała. Stan Marcina powoli zaczął się stabilizować, jednak nie budził się ze śpiączki. Lekarze po specjalistycznej analizie wszystkich badań, głównie tomograficznych stwierdzili, że stan chłopca jest krytyczny. Do soboty, 11. grudnia rodzice mieli się zdecydować, czy w razie większego pogorszenia się stanu pacjenta, zgadzają się na pobranie organów. Rodzicom trudno było podjąć decyzję. W sobotę pojechali na wizytę. Po powrocie ich wieści nie były dobre. Marcin po długiej walce ze złośliwym obrzękiem mózgu, odszedł. To był cios dla wszystkich. 14. grudnia odbył się Jego pogrzeb. Nigdy nie widziałam piękniejszego.

Człowiek, który potracił Marcina wracającego ze szkoły, ani razu nie zapytał o stan jego zdrowia. Nie miał widocznie żadnych wyrzutów sumienia. Sprawa toczy się w sądzie, jednak na jej zakończenie musimy jeszcze trochę poczekać.

Czy kiedykolwiek wsiadając do samochodu myślałeś o tym, że możesz pozbawić kogoś życia? Czy jesteś na tyle odpowiedzialny, aby sterować własnym i cudzym życiem po wypiciu kilku głębszych? Czy kiedykolwiek próbowałeś się wczuć w rolę rodzica czekającego na wyniki operacji powypadkowej swojego dziecka?

Nie umiesz odpowiedzieć na te pytania? Prowadzenie samochodu niesie za sobą duże konsekwencje. “Prawko” to nie wszystko. Jeśli myślisz, że papierek jest upoważnieniem o decydowaniu o swoim i cudzym życiu, to głęboko się mylisz. Prowadząc powinieneś być odpowiedzialny za siebie i innych. Pomyśl, zanim usiądziesz za kierownicą pod wpływem procentów, złości lub też innych emocji. Pomyśl, czy warto.

Seks w Polsce

Seks. Wydawać by się mogło, że tego pojęcia nie trzeba nikomu definiować. Niestety, nie wszyscy wiedzą, co się z nim wiąże.

Przerażający jest fakt, że coraz młodsze osoby decydują się na inicjację seksualną. Według światowej ankiety wykonanej przez Durex przed ukończeniem 13. roku życia zdecydowało się 1.4% badanych, a po 15. roku życia – 9%. „Znacznie częściej deklarowali to mężczyźni. Wcześniejsze rozpoczynanie współżycia jest zresztą nieco bardziej charakterystyczne właśnie dla panów. Kobiety wydają się być bardziej wstrzemięźliwe. Tak wczesny początek współżycia deklarują przede wszystkim najmłodsi respondenci.”

Dlaczego tak się dzieje, że coraz młodsze osoby zaczynają uprawiać seks? Moda? Chęć zaimponowania? Czy może niewiedza konsekwencji, jakie się z tym wiążą? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, bo na decyzje młodzieży (a w niektórych przypadkach jeszcze dzieci) wpływ mają różne czynniki socjologiczne. Czasami może to być wpływ grupy, środowisko bardziej patologiczne, czy też inne czynniki takie jak szybsze dojrzewanie młodych ludzi (w sensie fizycznym). Należy zastanowić się, kto ponosi odpowiedzialność za złą edukację i wpajanie niskich wartości młodym ludziom.

Jeśli ktoś się nie zgadza, niech zajrzy na oddział ginekologiczny jakiegokolwiek szpitala, a zobaczy “dzieci rodzące dzieci”. Czy to normalne? 30 lat temu dziewczyna, która zaszła w ciążę kończyła edukację, gdyż zostawała usuwana ze szkoły, żeby zachować jakąś granicę moralności i pokazać, co jest „prawidłowe”. W dzisiejszych czasach ta granica się zatarła. Z jednej strony to dobrze, bo nie jest jej zamknięta droga edukacji potrzebna w rozwijaniu umiejętności, które jej posłużą w przyszłości, z drugiej jednak strony jest to złe, gdyż zaciera się granica „przyzwoitości” w szkołach. Skoro jedna może chodzić z brzuchem i nie ponosi żadnych konsekwencji, to czemu inne nie miałyby tego zrobić?

W szkołach edukacja seksualna rozpoczyna się w wieku 12-14 lat. „Ponad 25% badanych swoje pierwsze tego typu lekcje miała w wieku 15. lat i więcej”. Czy to nie jest trochę za późno? Na lekcjach wychowania seksualnego dowiadujemy się, co to jest prezerwatywa i jak wyglądają narządy rozrodcze kobiet i mężczyzn. Seks przedstawiany jest zagadkowo, bo nauczyciele uważają, że nie należy obrazować go młodym ludziom.

Niestety takie podejście tylko zaciekawia drugą stronę. W Internecie nie ma dużo stron poświeconych edukacji seksualnej przedstawiającej dobre i złe strony seksu. Jeśli wspomniane są jakieś choroby, które przenoszone są drogą płciową, to niestety nie ma już nic na temat skutków, jakie te choroby wywołują. A mogą być tragiczne i mieć konsekwencje do końca naszego życia. Co potem robić? Raczej – co zrobić wcześniej, aby temu zapobiec!

Pierwszą rzeczą, jaką powinno się wykonać decydując się na współżycie, to sprawdzenie przeszłości seksualnej partnera. Jeśli partner obrazi się na pytanie „czy nie jesteś na coś chory”, bądź na prośbę o przebadanie oznacza, że nie jest wystarczająco dojrzały do podjęcia inicjacji i nie ma szacunku do drugiej osoby.

Według badania przeprowadzonego przez Durex „3 na 10 badanych osób mają w swoich dotychczasowych doświadczeniach seks obarczony dużym ryzykiem – przyznały się bowiem do współżycia z partnerem o nieznanej przeszłości seksualnej”. 47% Polaków martwi się tylko o AIDS i HIV, a 40% o ciążę. Nikt jednak nie myśli o tym, co jeszcze można „złapać” od partnera. Można powiedzieć, że dzieje się tak, jeśli ktoś nie zachowuje higieny. Zgoda, ale jest wiele wirusów, których obecność nie zależy od naszej czystości. Mężczyzna może przenieść na siebie wirusa dotykając swojego penisa ręką. I to wystarczy, żeby stać się nosicielem wirusa (np. brodawczaka ludzkiego, na którego nie ma lekarstwa, ale który u kobiet potrafi wywołać raka szyjki macicy, a u mężczyzn raka prącia). „Znikome znaczenie ma dla Polaków ryzyko zarażenia się chorobami wenerycznymi – są one mało znane, a do najczęściej wymienianych należą żółtaczka oraz kiła”. Niestety zainteresowanie tą kwestia skutków seksu nie ma wielkiego powodzenia. A szkoda, bo oszczędziłoby to później wielu nerwów.

Życzę wszystkim młodym ludziom by wasza świadomość seksualna rosła z każdym dniem, a starszym by dawali odpowiednią edukację nie robiąc z seksu tematu tabu.

Czy gatunek dżentelmenów jest na wymarciu?

Pomówmy o potrzebach kobiet.

Artykuł ten pisałam dla Panów z myślą o płci pięknej. Zastanawiając się nad kolejnym tematem, starałam się przyjrzeć sprawom codziennym, z którymi praktycznie każdy z nas ma styczność. Czasem tak niewiele potrzeba, by sprawić komuś przyjemność. Panowie sami najlepiej wiedzą czego chcą i ciężko byłoby mi wniknąć w ich tok myślenia, więc… Pomówmy o potrzebach kobiet.

Są pewne zachowania, dzięki którym kobieta może poczuć się doceniona, może poczuć się jak… kobieta. Nazwijmy to kulturą osobistą czy po prostu szarmanckim zachowaniem. Przedstawię dwie postacie. Pierwszą jest mężczyzna, który odruchowo otwiera swojej partnerce, koleżance lub po prostu osobie płci żeńskiej drzwi i puszcza ją przodem. Mówiąc kobiecie komplement używa słów określających człowieka, a nie przedmiot, używając przy tym poprawnej polszczyzny. Drugą postacią jest osobnik płci męskiej, który potrącając w pośpiechu kobietę, krzyknie: Co się, #$%&!, pchasz! Ta sama postać chcąc zebrać się na jakieś miłe – jego zdaniem – słowo, mające na celu pochlebienie kobiecie, porównuję ją do szprychy lub laski. Pierwsze pytanie – kto Waszym zdaniem zrobił na kobiecie pozytywne wrażenie? Drugie – który zostanie określony mianem skończonego idioty? Odpowiedzcie sobie sami.

Przeglądając programy muzyczne dochodzę do wniosku, że aby klip (najczęściej hh) odniósł „sukces”, musi pokazywać jak najwięcej rozebranego, zgrabnego i wyzywającego ciała. W tle słyszę przeróżne słowa określające tancerki, ale chyba najrzadziej słyszę wyraz kobieta. Czy to stąd się bierze powszechne przekonanie, że „laska leci na dobrą bajerę”? Dlaczego piszę o tym właśnie tutaj? Epuls jest miejscem, gdzie mamy możliwość oceniania, czy po prostu wyrażania swojej opinii na temat czyjegoś wyglądu. Zauważyłam, że często komentarz nawiązuje do wieku osoby komentującej. Nie jest to reguła, ale jednak w większości przypadków to się sprawdza.

Zasadnicza sprawa, którą od razu chcę wyjaśnić, żebym nie była źle zrozumiana – nie twierdzę, że słowa typu „laska” są obraźliwe. Wiem jednak, że można zdobyć się na coś bardziej cywilizowanego. Moja rada drodzy Panowie – takie zwroty zostawcie lepiej dla swoich kolegów. Wiem, że wiele osób, także dziewcząt będzie miało odmienne zdanie. Dlaczego? Bo spotkać można wiele pseudonimów typu „sexy lasencja”, zazwyczaj jeszcze do tego dołączona jest liczba mówiąca o wieku tej osoby. Rzadko kiedy przekracza 18 lat… Jaka jest jednak odpowiedź na pytanie zawarte w tytule artykułu? Uważam, że na tym świecie można spotkać jeszcze wielu mężczyzn – młodych czy już dojrzalszych – którzy potrafią traktować kobietę z szacunkiem.

I za to Wam serdecznie dziękuje – zarówno w imieniu swoim jak i przypadkowej kobiety, której pewnego dnia odruchowo otworzyliście drzwi do sklepu na Waszej dzielnicy…

Aby nie zatracić ducha…

“Gwiazdki w tym roku chyba jednak nie będzie…” Czy duch Świąt Bożego Narodzenia przeminął jak zeszłoroczny śnieg?

Postanowiłam napisać odezwę. Albo nie! Chciałabym oficjalnie zaapelować. Wcale nie jest to dla mnie łatwe, bo temat jest nie tylko frapujący, ale i kontrowersyjny. Trzeba jednak przyznać, że cel wyznaczyłam sobie naprawdę szczytny – staję w obronie świątecznego ducha.

Duch radości wspólnego przebywania, ciepła rodzinnej atmosfery, melodii kolęd, wigilijnego stołu… Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki on jest bezbronny? Tradycja, autentyczność naszych przeżyć i wzruszeń z roku na rok ma coraz więcej wrogów! Najgorsze jest to, że po prostu przyzwyczajamy się do “nowych” obyczajów i pozwalamy sobą manipulować. Zastanówcie się przez chwilę: kiedy w tym roku zobaczyliście po raz pierwszy świąteczną wystawę w sklepie? Kiedy obejrzeliście pierwszą reklamę telewizyjną z Mikołajem w roli głównej? Kiedy znaleźliście w skrzynce na listy pierwszą ofertę promocyjną na zakupy upominków? Podobnych pytań można stawiać jeszcze bardzo dużo. Łączy je wspólna odpowiedź: ZA WCZEŚNIE! Z przykrością stwierdzam, że konkurencja, komercja i marketing wdarły się już nawet pomiędzy źdźbła sianka pod obrusem. Zawsze myślałam, że to dzieci są niecierpliwe, dlatego penetrują każdy zakamarek domu w poszukiwaniu prezentów. Teraz widzę, że dorośli są jeszcze gorsi, ponieważ mają większe “pole do popisu”.

Czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia jest czasem szczególnym. Ważnym elementem w radości, jaka mu towarzyszy jest wymiar duchowy – adwent. Ale nie tylko on. Nawet taka prozaiczna czynność, jak pieczenie pierników, uświadamia nam, że nie jesteśmy sami. Świąteczna, wesoła atmosfera sprzyja refleksji i wprawia nas w dobry nastrój. Jednakże nie można czynić z niej powodu do paniki, szału zakupów i zatracania poprzez to tradycji. Na pewno ze wszystkimi sprawami zdążylibyśmy do świąt wtedy, gdybyśmy mieli na to dwa tygodnie. Jeżeli nasze życie, i tak już prowadzone w bardzo szybkim tempie, w okresie świąt będzie jeszcze bardziej przyspieszać, stracimy to, co najlepsze.

Do napisania tego tekstu i przedstawienia tego problemu nakłoniło mnie życiowe doświadczenie. Mój sześcioletni kuzynek z płaczem żalił mi się ostatnio, że “Gwiazdki w tym roku chyba jednak nie będzie…”. Do tak pesymistycznych wniosków doszedł na drodze dedukcji. Już od listopada wszędzie widział światełka, choinki, upominki, sanki z prezentami, a na pytanie: “Kiedy będzie Gwiazdka?” ciągle słyszał tą samą odpowiedź: “Jeszcze trochę”.

(Sub)kultury dziś

Wiek XXI jest czasem rozwoju kultury masowej. Słowo kultura jest powszechnie używane przez każdego z nas. Otacza nas ze wszystkich stron. Słyszymy w radiu, telewizji, w szkole, w domu: „kultura starożytnej Grecji czy Rzymu”, kulturoznawstwo, kultury bakterii, ktoś jest bardziej lub mniej kulturalny, a więc kultura osobista, ktoś przynależy do jakiejś subkultury.
Ponieważ wiemy o nich niewiele, to postaram się Wam je nieco przybliżyć. Dziś subkultur młodzieżowych nie jest tak wiele, jak np. w latach 50.-90. XX wieku, kiedy to w wyniku sprzeciwu wobec systemu politycznego powstawały takie ruchy jak hipisi czy punki. Nadal istnieją odłamy poszczególnych grup. Możemy się o tym przekonać, spacerując po dowolnym mieście w Polsce. Przedstawicieli poszczególnych grup jest oczywiście mniej, niż społeczności należącej do kultury „klasyków”, która swoim ubiorem nie sygnalizuje przynależności do żadnej subkultury. Subkultury młodzieżowe, jak sama nazwa wskazuje, istnieją wśród młodzieży, ponieważ osobowość dojrzewającego człowieka domaga się przynależności do jakiejś grupy.

Pojawia się chęć dostrzeżenia własnej odrębności i bycia sobą. Prowadzi to często do odrzucenia przyjmowanych dotąd wzorów, norm i autorytetów. Młody człowiek w sytuacji niepewności i zagubienia potrzebuje wsparcia psychicznego i moralnego. Z tego wynika, że osoby należące do tych grup to zazwyczaj ludzie bardzo młodzi, uczniowie szkół średnich, studenci. Najwięcej ich można spotkać w dużych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław, Gdańsk i Kraków. W małych wioskach są oni wytykani palcami, ośmieszani oraz prowokowani do bójek. Dzięki przynależności do grupy odnajdują wartości, normy i wzory zachowania. Każde pokolenie świadomie dąży do zaakcentowania swojej odrębności. Objawia się to w różny sposób i ma swoje źródła w zachowaniu elit młodzieżowych, grup potrafiących zaskoczyć, zainteresować dorastające pokolenie. Można więc śmiało stwierdzić, że subkultura młodzieżowa to twór społeczny, którego oblicze jest kształtowane w efekcie spontanicznego odrzucenia tego, co w kulturze tradycyjnej jest dominujące. Subkultury mogą być szczelnie zamknięte i trudnodostępne dla ludzi z zewnątrz. Aby należeć do niektórych, trzeba się czymś wykazać. Zwłaszcza gitowcy dobierali sobie nowych członków spośród tych, którzy spędzili czas w więzieniu. Niektóre z tych nieformalnych grup są nastawione pokojowo do otaczającego ich świata.

Najspokojniejsi byli kiedyś hippisi. Obecnie określa się tak rastmanów. Na drugim biegunie stoją skinheadzi, dla których agresja jest częścią ideologii. Najbardziej liczą się punkowcy i skini, którzy od lat toczą boje o palmę pierwszeństwa wśród grup młodzieżowych w Polsce. Najważniejsze są formy zachowania wyznaczone przez subkulturę, charakterystyczne dla niej wartości czy język. Członkowie subkultur nie przestrzegają zwyczajowo przyjętych w społeczeństwie norm. Można stwierdzić, że każda subkultura posiada cztery istotne składniki:
1) język,
2) tonację uczuciowo-emocjonalną,
3) formy zachowania,
4) system wartości.
Innym, ale także bardzo ważnym czynnikiem, jest muzyka, która jednoczy członków grupy. Sprawia, że się rozumieją, mają wspólne tematy, umieją się wspólnie bawić. Niejednokrotnie dane subkultury wykorzystują muzykę jako czynnik powiadamiający świat o ich ideologii i przekonaniach o tym, co chcą zmienić i jak powinien według nich wyglądać świat. Jako kolejny czynnik można wymienić ubiór, dzięki któremu jesteśmy w stanie zidentyfikować osobę z danej subkultury. Bliska ubiorowi jest także fryzura, np. irokez, dready czy ogolona na łyso głowa.

Zjawisko subkultury to nic innego, jak wynik osamotnienia i odrzucenia młodych przez otaczający świat. Wynik systemu, który osiągnął apogeum w latach osiemdziesiątych i który utrzymuje się nadal, polega z jednej strony na podporządkowaniu w sferze publicznej wstępujących roczników starszemu pokoleniu oraz na pozbawieniu ich możliwości kształtowania własnego losu. Z drugiej strony – na rozległym buncie. Jednocześnie jest to zjawisko akceptacji i odnalezienia się w tym trudnym „świecie dorosłych”. W kolejnych artykułach podejmę problematykę innych subkultur. Jeśli macie, drodzy czytelnicy, jakieś szczególne propozycje lub uwagi, to proszę o zgłoszenie ich do redaktora naczelnego lub bezpośrednio do mnie. Warto przeczytać: Trochalska B. ”Styl ubioru jako wyznacznik postaw młodzieży”. Gęsicki J. „Świadomościowe uwarunkowania subkultur młodzieżowych”. Krieger D. „Dzieci świata”. Krężlewski J. „Charakterystyka grupy nieformalnej”. Leśniak M. „Grupy młodzieżowe w Polsce. Mały słownik subkultur młodzieżowych”. Rostek H. „Młodzież wobec współczesnej rzeczywistości”. Sosnowski A., Walkowiak J. „Grupy młodzieżowe w wielkomiejskim środowisku”. Stanisławski K. „Kwiatki na betonie”. Sulima R. „O młodzieżowych subkulturach”. Ułasiuk F. „Subkultury młodzieżowe i ich mutacje w Polsce”.

Tracąc kontrolę nad własnym życiem…

Bardzo często ludzie boją się o to, że stracą kontrolę nad własnym życiem. Że przez to, jak potoczy się życie, nie będą wiedzieli jakiego wyboru dokonać, nie będą potrafili odróżnić dobra od zła. Dlaczego tak jest?

Bardzo często ludzie boją się o to, że stracą kontrolę nad własnym życiem. Że przez to, jak potoczy się życie, nie będą wiedzieli jakiego wyboru dokonać, nie będą potrafili odróżnić dobra od zła. Dlaczego tak jest?

Większość z nas wytłumaczyłaby to problemami, jakie spotykają nas w codziennym życiu. Czy mają rację? Czy aby na pewno to jest głównym powodem utracenia panowania nad swoim istnieniem? Moim zdaniem, problemy są główną przyczyną tego, że ludzie się poddają. Nie chcą już walczyć o swoją przyszłość, o szczęście – nie tylko dla siebie, ale także dla osoby, z którą tą przyszłość będą dzielić. Czy to dobry wybór? Każdy sam musi sobie na to pytanie odpowiedzieć… Ludzie popadają w alkoholizm, narkomanię… Zdaję sobie sprawę z tego, że uporanie się z niektórymi problemami jest trudne, ale poddanie się w niczym nie pomoże – wręcz przeciwnie. Mówię tutaj o ludziach młodych, którzy poprzez złe towarzystwo spadają na dno, tłumacząc to sobie właśnie problemami. Utrata dziewczyny/chłopaka… To jest chyba najczęstszy powód „dołka”. Czy warto tracić czas, niszczyć siebie i ludzi, którzy chcą nam pomóc z niego wyjść? Skończyło się. Przykre… Ale czy na pewno to jest powód do picia, palenia czy ćpania? Przecież czas goi rany, kiedyś przestanie boleć… W tym momencie piszę to do konkretnej osoby, ale wiem, że bardzo wielu ludzi właśnie w taki sposób „rozwiązuje” swoje problemy – staczając się na dno. Przecież zawsze jest jakieś wyjście i za wszelką cenę trzeba go szukać, bo jeśli nie będziemy tego robić, problemy same nie znikną. Zamiast układać sobie życie będziemy się staczali coraz niżej. Jestem pewna, że nikt z nas tego nie chce.

Stracić kontrolę nad swoim życiem i postępowaniem jest bardzo łatwo, ale czy tak samo jest z odnalezieniem równowagi i powróceniem do normalnego życia…? To jest oczywiste, że nie, dlatego zamiast się poddawać, powinniśmy walczyć, walczyć dopóki się nie ułoży… Wtedy będziemy dumni z siebie i z tego, że mimo tylu przeszkód jesteśmy szczęśliwi – ponieważ sami o to walczyliśmy…

ANOREKSJA (anorexia nervosa) – jadłowstręt psychiczny; choroba niekochanych

Jeść czy nie jeść – oto jest pytanie. Liczenie kalorii, zastanawianie się nad każdym zjedzonym kęsem pożywienia, jego składnikami, wartoscią

Jeść czy nie jeść – oto jest pytanie. Liczenie kalorii, zastanawianie się nad każdym zjedzonym kęsem pożywienia, jego składnikami, wartoscią. Zimne stopy, dłonie, nieprzespane noce, depresje, osamotnienie, niezrozumienie, brak zajęcia, problemy, potrzeba zapanowania nad własnym ciałem, nad psychiką – ale czemu właśnie w ten sposób? Znacznie łatwioej jest rzucić palenie papierosów, niż schudnąć. W końcu bez jedzenia nie możemy funkcjonować, używki natomiast są nam zbędne. Jedzenie wypełnia czas, sprawia dużą przyjemność, często staje się ucieczką od problemów, szarości dnia codziennego, odrzucenia przez ludzi; w końcu nietrudno sięgnąć do lodówki, by po chwili czuć błogi nastrój najedzenia – “ciepła w żołądku”.

Jestem gruba, nie mogę na siebie patrzeć, jestem nikim. Każdy z nas chce spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie “wyglądasz świetnie”. Chcemy identyfikować się z niepokalanym pięknem, z ideałem. Telewizja i gazety narzucają prawo piękna, uświadamiają nam, co jest ładne. Czy, gdyby nie było telewizji, gazet, reklam, tak samo patrzylibyście na siebie? Na wybiegach, pokazach mody, widzimy blade, nieuśmiechnięte, zbyt chude kobiety. Czy właśnie to jest piękne?

Anoreksja zaczyna się od niegroźnego zazwyczaj odchudzania. Mimo przyjmowania małych ilości pożywienia anorektyczka pozostaje dynamiczna i aktywna… “Jak schudnę, moje życie będzie inne, lepsze. Myślenie boli…” Nie zauwazamy przez to znacznego ubytku jej wagi, zwracamy uwagę na człowieka dopiero wtedy, gdy coś jest naprawdę nie tak. Wyczerpanie organizmu poprzez wielomiesięczny deficyt pokarmowy odsłania prawdę, upośledza naturalny przebieg dojrzewania. Symptomy anoreksji to: znaczny ubytek wagi, zanik miesiączkowania, wypadanie włosów, szara cera, smutek, depresja, odizolowanie się od grona znajomych, chłód, sine stopy…

Wystarczy cofnąć się w przeszłość, by zobaczyć, że teraźniejszy ideał piękna obowiązuje tylko w naszych czasach. Wyjdżmy do ludzi, porozmawiajmy, podzielmy się swoimi problemami, zaakceptujmy siebie takimi, jakimi jesteśmy, znajdźmy czynności, w których jesteśmy dobrzy, które sprawiają nam przyjemność, uprawiajmy sporty, często uśmiechajmy się – choć to tak niewiele, może zdziałac naprawdę dużo. Pamiętajmy, że moda nie powinna nami kierować.
autor: Sensible