Walentynki – tradycja czy komercja?

14. lutego wszyscy zakochani wysyłają kartki i obdarowują się drobnymi prezentami. Walentynki są dzięki temu jednym z najradośniejszych dni w roku.

Zwyczaj wysyłania „walentynek” wywodzi się z kultury angielskiej. Podobno pierwszy wiersz miłosny do żony z tej okazji wysłał w 1415 roku Karol, orleański książę uwięziony w Tower of London.

Najpiękniejsze listy miłosne wysyłane z okazji dnia Św. Walentego były wysyłane w XVII wieku. Setki pomysłów na rebusy, szyfry, wszystkie malowane ręcznie. Później kartki stawały się sukcesywnie produkcją masową.

Pierwszą drukowaną seryjnie kartkę walentynkową wypuściła na rynek w 1840 roku Esther A. Holland i zbiła na tym niemały majątek. Do dzisiaj 14. lutego Amerykanów ogarnia istny szał wysyłania. W samych Stanach, kartek pocztowych z tej okazji rozsyła się rocznie miliard. W bezmyślnym poddawaniu się różowym zakupom z serduszkami Amerykanie zdecydowanie przodują.

Od kiedy Walentynki są przepełnione komercją, kłócą się z głębokim rozumieniem miłości. Współczesna forma świętowania nie ma nic wspólnego z siedemnastowieczną sztuką kompozycji kart z wyznaniami miłosnymi. Jest to masowy, tandetny handel związany z kiczem i bezguściem. Nie chodzi tylko o prymitywną, serduszkową symbolikę. Z okazji Walentynek kupuje się już nie kartki, czy drobiazgi. Teraz modne jest kupowanie jak najdroższych prezentów. Im więcej pieniędzy wydamy na kogoś 14. lutego, tym bardziej go kochamy?

Zwyczaj walentykowy sam w sobie jest pomysłem ciekawym. Można więc zadbać o to, aby jego realizacja była wartościowa. Nie chodzi o prezent, tylko o pamięć. Spędzić ten dzień z ukochaną osobą, powiedzieć, że jest dla nas bardzo ważna, podziękować za to, że jest. Tak przeżyte święto będzie na pewno pożytkiem dla obojga.