Kim jest Femme Fatale?

Piękne zjawisko czy niebezpieczna pułapka?

Kobieta – niewinna istota, która swoim wdziękiem potrafi zwabić setki adoratorów, rozpala zmysły wykonując poszczególne gesty, czy tez porusza się w sposób, który ze zwykłego chodu tworzy przedstawienie dla dziesiątek mijanych na ulicy przechodniów. Piękne zjawisko czy niebezpieczna pułapka?

Wiecznie mówi się o łowcach – mężczyznach. Polują na młode kobiety, wykorzystują, rujnują ich wewnętrzną harmonię, po czym odchodzą z kolejnym złamanym sercem jako trofeum. Wykorzystują naiwność, zaślepienie, czy brak doświadczenia? Chyba wszystkiego po trochu. Z biegiem czasu ulega to zmianie. Kobieta nie jest już postrzegana jako słaba płeć, a wręcz przeciwnie, coraz częściej to ona staje się zdobywczynią.

Wiedźma, modliszka, zimna suka – określeń jest wiele, a za wszystkim kryje się znany już od wieków termin „Femme Fatale”, czyli „Kobieta Fatalna”. Niektórzy twierdzą, że istniała już od samego początku świata. Kim ona jest? Ciemna moc, demoniczna postać, której nadawano cechy wampiryczne. Wysysała ze swoich ofiar uczucia, niczym wampir krew – jak ciało bez krwi, tak dusza bez uczuć. Celem było niszczyć, zdobywać, uzależniać. Niczym heroina męskich potrzeb, zatruwała kolejnego to mężczyznę, żeby pokochał, żeby poświecił i oddał wszystko. Więcej, więcej, więcej… A. Lange Lilith mówi: “Nie wiem, czy błogosławić, czy cię mam przeklinać”, wywoływały uczucia uwielbienia i nienawiści jednocześnie – wybuchowa mieszanka potrzeb i obaw każdego mężczyzny. Znajdowały czułe punkty, skrycie chowane słabostki, które wyciągały na światło dzienne i, przy pomocy których, zwyciężały. Niczym Diabeł w ciele Anioła.

Myślę, że każda kobieta ma w sobie cząstkę kobiety fatalnej. „Seksapil, to nasza broń kobieca” – owa broń używana potrafi wzbogacić nasze życie, ale tez i zrujnować życie drugiej osoby. Drogie Panie… Mężczyzna też człowiek i wierzcie mi lub nie, ale wielu z nich pod twardą skorupą męskiego ego, skrywa wrażliwą duszę. Tak więc w ich imieniu proszę… Wszystko z umiarem.