Aby nie zatracić ducha…

“Gwiazdki w tym roku chyba jednak nie będzie…” Czy duch Świąt Bożego Narodzenia przeminął jak zeszłoroczny śnieg?

Postanowiłam napisać odezwę. Albo nie! Chciałabym oficjalnie zaapelować. Wcale nie jest to dla mnie łatwe, bo temat jest nie tylko frapujący, ale i kontrowersyjny. Trzeba jednak przyznać, że cel wyznaczyłam sobie naprawdę szczytny – staję w obronie świątecznego ducha.

Duch radości wspólnego przebywania, ciepła rodzinnej atmosfery, melodii kolęd, wigilijnego stołu… Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki on jest bezbronny? Tradycja, autentyczność naszych przeżyć i wzruszeń z roku na rok ma coraz więcej wrogów! Najgorsze jest to, że po prostu przyzwyczajamy się do “nowych” obyczajów i pozwalamy sobą manipulować. Zastanówcie się przez chwilę: kiedy w tym roku zobaczyliście po raz pierwszy świąteczną wystawę w sklepie? Kiedy obejrzeliście pierwszą reklamę telewizyjną z Mikołajem w roli głównej? Kiedy znaleźliście w skrzynce na listy pierwszą ofertę promocyjną na zakupy upominków? Podobnych pytań można stawiać jeszcze bardzo dużo. Łączy je wspólna odpowiedź: ZA WCZEŚNIE! Z przykrością stwierdzam, że konkurencja, komercja i marketing wdarły się już nawet pomiędzy źdźbła sianka pod obrusem. Zawsze myślałam, że to dzieci są niecierpliwe, dlatego penetrują każdy zakamarek domu w poszukiwaniu prezentów. Teraz widzę, że dorośli są jeszcze gorsi, ponieważ mają większe “pole do popisu”.

Czas oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia jest czasem szczególnym. Ważnym elementem w radości, jaka mu towarzyszy jest wymiar duchowy – adwent. Ale nie tylko on. Nawet taka prozaiczna czynność, jak pieczenie pierników, uświadamia nam, że nie jesteśmy sami. Świąteczna, wesoła atmosfera sprzyja refleksji i wprawia nas w dobry nastrój. Jednakże nie można czynić z niej powodu do paniki, szału zakupów i zatracania poprzez to tradycji. Na pewno ze wszystkimi sprawami zdążylibyśmy do świąt wtedy, gdybyśmy mieli na to dwa tygodnie. Jeżeli nasze życie, i tak już prowadzone w bardzo szybkim tempie, w okresie świąt będzie jeszcze bardziej przyspieszać, stracimy to, co najlepsze.

Do napisania tego tekstu i przedstawienia tego problemu nakłoniło mnie życiowe doświadczenie. Mój sześcioletni kuzynek z płaczem żalił mi się ostatnio, że “Gwiazdki w tym roku chyba jednak nie będzie…”. Do tak pesymistycznych wniosków doszedł na drodze dedukcji. Już od listopada wszędzie widział światełka, choinki, upominki, sanki z prezentami, a na pytanie: “Kiedy będzie Gwiazdka?” ciągle słyszał tą samą odpowiedź: “Jeszcze trochę”.