Nastolatek wobec prawa

Czy nieletni mają takie same prawa jak pełnoletni? Co mogą, a czego nie mogą młodzi ludzie?

Zgodnie z polskim prawem dzieckiem jest się aż do osiągnięcia pełnoletniości, czyli do ukończenia 18. roku życia. Do tego momentu nieletni pozostają pod opieką rodziców, którzy zobowiązani są troszczyć się o ich wychowanie i wykształcenie. Rodzice muszę także zapewniać swoim dzieciom środki utrzymania – rzecz jasna, na miarę swoich możliwości finansowych. Są oni tak zwanymi przedstawicielami ustawowymi dziecka – reprezentują je we wszystkich sprawach (np. zarządzają majątkiem stanowiącym jego własność), ponoszą również odpowiedzialność za jego czyny. Sprawują władzę rodzicielską – mogą podejmować dotyczące dziecka decyzje i wydawać mu polecenia.

Władza rodzicielska powinna być zawsze sprawowana w interesie dziecka, a nie w interesie samych rodziców – gdy tak się dzieje, sąd rodzinny może zdecydować o jej ograniczeniu (np. jeśli dziecko jest notorycznie zaniedbywane) lub nawet o całkowitym jej pozbawieniu (jeśli stwierdzono, że rodzice znęcają się nad dzieckiem). W przypadku rozwodu rodziców, sąd rozstrzygnie, pod czyją bezpośrednią opieką pozostaną dzieci. Sędzia ustala także wysokość alimentów – kwotę, jaką zobowiązany będzie wpłacać na utrzymanie dziecka ten rodzic, który nie będzie sprawował nad nim bezpośredniej opieki.
Pomimo, że to rodzice reprezentują dziecko we wszystkich sprawach, od chwili narodzin ma ono zdolność prawną, to znaczy ma prawa i obowiązki, może posiadać majątek albo sprzedać własność, przyjmować darowizny. Dziecko nie może jednak samodzielnie decydować o tym, czy jego mieszkanie należy wyremontować, wynająć albo sprzedać. Do tego potrzebna jest zdolność do czynności prawnych. Dzieci do lat 13 w ogóle takiej nie mają, tak więc zawieranie przez nie umowy (np. o zakupie komputera) są nieważne – nie dotyczy to tylko takich codziennych transakcji, jak np. zakupy w sklepie spożywczym.

Po ukończeniu 13. lat dzieci uzyskują ograniczoną zdolność do czynności prawnych – mogą np. samodzielnie decydować o przeznaczeniu zarobionych pieniędzy. W dalszym ciągu jednak poważniejsze decyzje wymagają zgody rodziców. Pełną zdolność do czynności prawnych uzyskuje się w momencie osiągnięcia pełnoletności.

Monopol na przyjaźń

Po dziesięciu niemalże bezstresowych latach nadszedł nad czas na pierwszą otwartą wojnę. Odtąd podstępem i pieniądzem będziesz zaskarbiać sobie honory, aby na słynne “stare lata” nie pozostać sam na sam z własnym sumieniem.

W towarzystwie układ jest prosty – zawsze będzie ktoś u góry i na dole. Trudno ustalić prostą regułę, jak trafić na szczyt, bo problemem nie jest zupełnym przypadkiem znaleźć się na dole. Co wiemy: im większy portfel, tym łatwiej błysnąć. Błysnąć to zostać zauważonym, a być zauważonym w odpowiednim towarzystwie jest już celem osiągniętym.

Walka o przyjaźń dla nikogo nie kończy się wygraną. Tylko pozornie powstają nierozerwalne relacje, szczerość i zaufanie. Nie ma gwarancji, że wraz z kolejnym dniem nie padnie na Ciebie i najszczerszy przyjaciel nie usunie Cię z drogi. Często winą obarcza się mijający czas, zmiany charakterów, nowe otoczenie. Muszę rozczarować: to nieprawda. Z reguły jedno lub drugie ciągnie w inną stronę. Fascynacja innym światem przeszkadza w utrzymywaniu stałych kontaktów z uwięzionym w odległym środowisku. Przychodzą i odchodzą nowi znajomi, pogłębiają się kolejne znajomości, rodzi się zazdrość, a czar przyjaźni pryska.

Gdy już serdeczność w przyjaźni zostaje na dobre wyeliminowana, często znajomość pozostaje na jeszcze bardzo długo. Teraz wynika to z charakterów. Mocne osobowości szczycą się ignorancją przeszłości, słabszym nie łatwo zakopać długo budowane więzi. Nagle okazuje się, że po kilku latach przyjaźń przeradza się w uzależnienie. Z nim, jak z każdym innym nałogiem, można walczyć. Jednak czy warto?

Potem o przyjaźń trudniej. Następuje wiek, w którym trudno o ludzi otwartych na nowe wyzwania. Zamknięci w starym dorobku mijają się z szarymi ludźmi. Bywa też tak, że naprawdę wartościowe charaktery przechadzają się koło naszego nosa zupełnie niezauważone. Szybciej uwagę przykuwa ten zadziorniejszy i słodszy, lepiej ubrany i nie do zdarcia. Taki faktycznie bywa nie do zdarcia, z jednego prostego faktu: jest zwyczajnym egoistą i nie jest to zła cecha, nie w dzisiejszych czasach. Traktując ludzi jak pionki zyskuje się sukcesy zawodowe i materialne, nierzadko na później pozostają wierni giermkowie. W ten sposób bez porażek, rozczarowań i płaczu w poduszkę, snobizm i narcyzm zyskuje w swoim życiu wartość na całe życie, a chociaż nie jest ona budowana na szczerości i bezinteresowności, często jest trwalsza niż wszelkie inne.

Słownikowa przyjaźń łączy w sobie wierność, braterstwo i stałość. Niestety taką częściej znajdziemy spisaną na kartkach papieru niż przechadzającą po chodnikach. Każdą inną znaleźć łatwo, jednak czy warto marnować czas na przelotne znajomości i jaką ceną za nie płacić? Bo z pewnością sukcesem nie jest zbieranie zasłużonych laurów bez przyjaznych uśmiechów i tylko takim uśmiechom warto się poświęcać.

Optymizm – ucieczka przed rzeczywistością, czy szansa na lepsze życie?

Optymizm jest dzisiaj jedną z najrzadziej spotykanych cech w szczególności wśród młodzieży, co jest spowodowane problemami sercowymi, szkołą i kontaktami międzyludzkimi.

Największym odkryciem mojego pokolenia było zrozumienie faktu, że ludzie mogą zmieniać swoje życie poprzez zmianę stanu swego ducha.

Czym jest optymizm?

– Złudzeniem, że będzie lepiej?
Wielu ludzi sądzi, że optymizm nic nie daje, jest jedynie tylko głupią nadzieją na to, iż będzie lepiej, oraz ucieczką od rzeczywistości.

– Szansą na lepsze życie?
Wielu sądzi jednak, że jest szansą na mobilizację samego siebie, stawianiem wyzwań, oraz sposobem na uniknięcie tzw. “doła”.
Badania dowiodły, że:

Optymiści odznaczają się większą zdolnością zwalczania trudności i bardziej pomocną siecią stosunków socjalnych niż osoby widzące świat na czarno. To może chronić optymistów przed stresem i depresją.

Osoby patrzące z optymizmem w przyszłość odznaczają się lepszym zdrowiem psychicznym niż pesymiści. Naukowcy teoretyzują, że jedną z możliwych przyczyn tego jest fakt, iż optymiści częściej tworzą mocne więzy z innymi, co – jak stwierdzono – jest czynnikiem zwiększającym zdolność pokonywania stresów. Ponieważ optymistycznie nastawione osoby mogą być bardziej uzdolnione, jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie i przyciągają inne osoby – mogą one łatwiej budować sieci powiązań socjalnych.

Istnieją dwie potencjalne przyczyny niższego poziomu stresu u optymistów: mocne przyjaźnie i świetne zdolności zwalczania trudności. I tak na przykład częściej stwierdzali, że czują, iż znają kogoś, kto mógłby im pomóc w przeprowadzce lub pożyczyłby samochód.

Optymiści funkcjonują lepiej niż pesymiści, gdyż są bardziej skłonni do polegania raczej na efektywnej zdolności zwalczania trudności zwanej pozytywną reinterpretacją i wzrostem, niż na metodach nieefektywnych, takich jak przeczenie i wycofanie się. Pozytywna reinterpretacja jest to spojrzenie na złą sytuację w celu znalezienia jej pozytywnego aspektu, czyli interpretowanie problemu jako wyzwania.

Przepraszam – jedno słowo, dwa problemy

W dzisiejszych czasach w zapomnienie odchodzą słowa bardzo proste, ale jakże uprzyjemniające relacje międzyludzkie. Chodzi mi tu o takie zwroty jak „dziękuję, proszę, przepraszam

Każdy z nas dba głównie o siebie, o swoje szczęście, o spełnienie pewnych ambicji, o godziwą przyszłość. To jest zrozumiałe i jak najbardziej właściwe. Coraz częściej jednak, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, zaczynamy iść po przysłowiowych trupach. Depczemy ludzi, rozpychamy się łokciami, byleby tylko dojść najdalej jak się da. Oczywiście raczej żadne z nas nie ma zamiaru się potem wracać i przepraszać, w końcu „cel uświęca środki”, nawet, jeśli takowe maja owocować krzywdą drugiego człowieka.

Osoby nam bliskie, których zapewne nie chcieliśmy nigdy skrzywdzić umyślnie, też często są ofiarami naszego wyścigu szczurów. Bo to przecież one najczęściej odczuwają skutki naszych porażek. To na nich wyładowujemy swoją złość w kłótniach, to na nich krzyczymy, koncentrując w tym krzyku całą złość na świat i jego niesprawiedliwość. W momencie kulminacyjnym zapominamy o tym, że druga strona też ma swoje racje i uczucia. Jesteśmy wtedy stuprocentowymi egoistami, ważne jest tylko to, abyśmy przeforsowali swoje zdanie, osiągnęli swój cel, wyładowali negatywne emocje itd. Rzadko kto myśli o tym, jakie będą skutki naszego zachowania. Potem, już po wszystkim, zapominamy o sprawie i wszystko jest OK.

Jeśli nie poświecimy nawet chwilki na zimne i obiektywne przeanalizowanie sprawy, na próbę zrozumienia drugiego człowieka oraz jego odczuć, to nie zobaczymy swojej winy i będziemy żyć w mylnym przeświadczeniu, że wszystko jest dobrze, bo przecież mieliśmy rację. I tak to się będzie powtarzać w nieskończoność, coraz bardziej psując nasze relacje z bliskimi. Przecież wystarczy chwila zadumy, mały rachunek sumienia i proste „przepraszam”. Tylko kto miałby czas na takie głupoty? Przecież wyścig szczurów trwa. Chociaż są osoby, które przepraszanie traktują niemalże jako hobby. Robią to przy byle okazji, zapewne z dbałości o czystość sumienia, lecz zapominają o jednym.

„Przepraszam” to nie tylko jedenaście liter złączonych w jedno banalne słówko, które można rzucić, jak sytuacja zaczyna być niemiła. „Przepraszam” to przyznanie „tak, zrobiłem źle, nie miałem racji, może nieumyślnie, ale skrzywdziłem drugiego człowieka”, to obietnica „będę się starał nie czynić tak więcej”. Oczywiście człowiek jest tylko człowiekiem, a nerwy nerwami, zapewne kiedyś znów stracimy panowanie nad sobą i polecą ostre słowa. Ale sam fakt, że zdajemy sobie sprawę ze swoich błędów i staramy się ich nie powtarzać nagminnie, odkupuje część naszych win. Fałszywe „przepraszam” tego nie uczyni.

Ludzie, którzy sądzą, że to słowo jest ich przepustką do dalszego krzywdzenia innych, przedstawiają sobą najgorszy rodzaj hipokryzji. Są nawet gorsi od tych, którzy „przepraszam” nie mówią nigdy. Tamci nie widzą swoich win, są zbyt zajęci pogonią za szczęściem, ale przynajmniej nie kłamią w żywe oczy i nie dają obietnic bez pokrycia. Możemy mieć nadzieje, że w końcu zatrzymają się na chwilę i spoglądając za siebie zauważą, że kogoś skrzywdzili. Może wtedy z ich ust padnie to prawdziwe „przepraszam”. A jaką mamy gwarancję szczerości w przypadku osoby, która nadużywa tego słowa? Żadnej.

Przepraszam – jedno słowo, dwa problemy. Żeby rozwiązać pierwszy z nich, musimy się zatrzymać, zastanowić, przemyśleć wszystko, aby zrozumieć, co jest złe i umieć wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Jeśli jednak wiemy, że robimy źle i czynimy tak z premedytacja oraz nie zamierzamy przestać, to przynajmniej bądźmy szczerzy i zostawmy „przepraszam” w spokoju. Nie brudźmy tego własną hipokryzją, niech pozostanie czyste dla tych, którzy rozumieją istotę tego krótkiego, ale jak potężnego i magicznego słowa.

Upadek szacunku…

Jestem młody… Może za młody, żeby wypowiadać się na taki temat… Jednak intryguje mnie tematyka jednej z podstawowych spraw – szacunku.

Takiego do kobiet? Też… Ale mówię tu o ogólnym jego pojęciu. Ludzie nie szanują się nawzajem na każdym kroku. Jak sądzę, jest to wynikiem złego wychowania lub po prostu jego braku.

Ilu widujecie dziennie mężczyzn, którzy widząc kobietę w drzwiach, pędzą je przed nią otworzyć? Nie, inaczej – przecież to na nasze czasy zbyt wygórowany przykład. Zbyt odległy. Może bardziej codzienny: ilu mężczyzn, widząc kobietę podchodzącą do tych samych drzwi, co oni, przepuszczą ją, a sami wejdą jako drudzy? 10%? 15%? No niech będzie nawet 50… To nadal za mało. Ile razy dziennie słyszycie “proszę”, “dziękuję”, “oczywiście”, “z miłą chęcią”. Nie słyszycie raczej “słucham?!”, “czego?!”, “zaraz!”, “nie”, “nie mogę!”? To żałosne, ale prawdziwe.

Czy ci, którzy tak się zachowują, lubią być sami tak traktowani? Oczywiście, że nie! Wracają do domów i opowiadają swojej rodzinie, jak to przed momentem pani ekspedientka była dla nich niemiła, jak karygodnie się w stosunku do nich zachowała. Nie załamuje Was taka kolej rzeczy?

Co gorsza, dzieci z takich rodzin biorą z niej przykład i szerzą takie zachowanie wśród swoich rówieśników. Ci natomiast, widząc to na co dzień, zaczynają ignorować własnych bliskich oraz tracą potrzebę dobrego zachowywania się. Nie znam gorszej rzeczy niż dzieci i młodzież nie mający należytego szacunku do własnych rodzin.

Brak kultury jest wszędzie. Nie dostrzegacie tego zjawiska jeżdżąc samochodem? Dzieje się to samo. Ludzie nie umieją się zachowywać za kierownicą, a nawet jako pasażerowie. Zdarzają się nawet bójki. To ma być szacunek? To ma być respekt dla drugiej osoby? Czy tak zachowują się osoby na poziomie?

Problem ten tyczy się także ePulsa. Ile razy dziennie czytamy wiadomości z niecenzuralnymi treściami, mającymi na celu tylko i wyłącznie poniżenie drugiej osoby i sprowokowanie jej do podobnych reakcji? Wystrzegajmy się tego i dawajmy przykład innym, zwłaszcza tym nieświadomym.

Nie zagłębiałem się w szczegóły. Chodziło mi raczej o naświetlenie problemu, przecież każdy z Was jest osobą myślącą i samemu umie dojść do pewnych głębszych wniosków.

Rozmowy z…

Żydzi mówią o nim Jahwe, Muzułmianie – Allach, Hindusi – Shiva, Jest nazywany Jehową, „siłą stwórczą” lub też, przez ateistów, „zbiorową halucynacją”.

Dla mnie, katolika obrządku rzymskiego, po prostu Bóg.

Może dla niektórych wyda się dziwne to, co za chwile przeczytają, ale jest to odbicie moich przekonań i myśli. Według mnie nie ma wielu religii, ale jest jedna. W końcu każda religia ma swoje dogmaty, ma swojego „boga”. Tak naprawdę istnieje jeden Bóg, jednak różne religie dały inne imiona, których tylko część wymieniłem na początku. Oczywiście dla ateistów to tylko majaczenie, którym mamieni są ludzie, albo „siła stwórcza” porównywalna z Chaosem z greckiej mitologii.

Zastanawianie się w moim życiu nad tematem Boga trwało kilka lat. Zaczęło się od gorliwości we wczesnej młodości, gdy z nabożeństwem klękało się i wielkim przeżyciem odmawiało modlitwy. Dziś już formułki dawane przez Kościół to dla mnie za mało. Wolę rozmowę, w której podsumowuję każdy dzień, w której proszę, ale tez dziękuję za każdy dzień. Trzeba być wdzięcznym, nawet, jeśli ten, który minął, zaliczyłbym do najgorszych, do tych, w które najlepiej nie wstawać z łóżka.

Czasami mam ochotę Go zwymyślać, ale to słabość, która nachodzi mnie rzadko. Gdyby nie było Boga, egzystencja stałaby się niespełniona, brakowałoby czegoś w moim życiu… Każdego dnia powierzam Mu swoje życie i modlitwą otulam wszystkich tych, którzy jej potrzebują. Bóg mnie fascynuje. Wierzę, że dał nam wolną wolę, ale ustawił na naszej drodze pewne punkty, przez które musimy przejść. To, co jest między nimi, zależy już od nas samych.

Ostatnio czytałem „Los powtórzony Janusza Leona Wiśniewskiego. Był w niej cytat, który mnie zaintrygował. ”W Boga trzeba wierzyć, ale Bogu niekoniecznie…”. Ja Mu wierzę, nawet, jeśli wedle mojej oceny postępuje niesprawiedliwie i niesłusznie. Może się przecież okazać, że tak miało być i to miało jakiś swój cel.

Kim jest Femme Fatale?

Piękne zjawisko czy niebezpieczna pułapka?

Kobieta – niewinna istota, która swoim wdziękiem potrafi zwabić setki adoratorów, rozpala zmysły wykonując poszczególne gesty, czy tez porusza się w sposób, który ze zwykłego chodu tworzy przedstawienie dla dziesiątek mijanych na ulicy przechodniów. Piękne zjawisko czy niebezpieczna pułapka?

Wiecznie mówi się o łowcach – mężczyznach. Polują na młode kobiety, wykorzystują, rujnują ich wewnętrzną harmonię, po czym odchodzą z kolejnym złamanym sercem jako trofeum. Wykorzystują naiwność, zaślepienie, czy brak doświadczenia? Chyba wszystkiego po trochu. Z biegiem czasu ulega to zmianie. Kobieta nie jest już postrzegana jako słaba płeć, a wręcz przeciwnie, coraz częściej to ona staje się zdobywczynią.

Wiedźma, modliszka, zimna suka – określeń jest wiele, a za wszystkim kryje się znany już od wieków termin „Femme Fatale”, czyli „Kobieta Fatalna”. Niektórzy twierdzą, że istniała już od samego początku świata. Kim ona jest? Ciemna moc, demoniczna postać, której nadawano cechy wampiryczne. Wysysała ze swoich ofiar uczucia, niczym wampir krew – jak ciało bez krwi, tak dusza bez uczuć. Celem było niszczyć, zdobywać, uzależniać. Niczym heroina męskich potrzeb, zatruwała kolejnego to mężczyznę, żeby pokochał, żeby poświecił i oddał wszystko. Więcej, więcej, więcej… A. Lange Lilith mówi: “Nie wiem, czy błogosławić, czy cię mam przeklinać”, wywoływały uczucia uwielbienia i nienawiści jednocześnie – wybuchowa mieszanka potrzeb i obaw każdego mężczyzny. Znajdowały czułe punkty, skrycie chowane słabostki, które wyciągały na światło dzienne i, przy pomocy których, zwyciężały. Niczym Diabeł w ciele Anioła.

Myślę, że każda kobieta ma w sobie cząstkę kobiety fatalnej. „Seksapil, to nasza broń kobieca” – owa broń używana potrafi wzbogacić nasze życie, ale tez i zrujnować życie drugiej osoby. Drogie Panie… Mężczyzna też człowiek i wierzcie mi lub nie, ale wielu z nich pod twardą skorupą męskiego ego, skrywa wrażliwą duszę. Tak więc w ich imieniu proszę… Wszystko z umiarem.

Łańcuszki „szczęścia”

Co robicie, gdy dostajecie wiadomość zakończoną formułką „wyślij to do x osób, a Twoje marzenie się spełni”? Rozsyłacie? Ciekawe, czy wiecie jaki to ma sens…

Pierwszy łańcuszek, jaki dostałam, był rozsyłany w formie listu. Historia danej wiadomości, kilka nazwisk i przykładów, co się dzieje, jeśli go przerwę. Nieszczęście w miłości, tragedia rodzinna, czy brak promocji do następnej klasy. Oczywiście nie wysłałam, szkoda mi było pieniędzy na ksero, koperty i znaczki. Łańcuszki przesyłane w formie elektronicznej mają jedną zaletę – rozsyłasz je za darmo. Co Ci zależy? Roześlij, to nic nie kosztuje, a masz zagwarantowane wieczne szczęście bądź spełnienie skrytego marzenia. Czy aby na pewno?

Muszę Was zawieść. Strasznie mi przykro, ale to nie ma najmniejszego wpływu na Wasze życie. Każdy może napisać tekst typu „to jest łańcuszek szczęścia, roześlij go do wszystkich, których masz na gg, a stanie się cos niesamowitego”. Zauważ, że napisanie takiej wiadomości nie powoduje, że autor staje się prorokiem. Nie potrafi on sprawić, by Twoje życie było koszmarem tylko dlatego, że zignorowałeś jego wiadomość. Teksty typu „pokaże Ci się film na ekranie monitora, jeśli wyślesz to do x osób” są równie fałszywe.

Inny rodzaj często rozsyłanych łańcuszków działa na Twoje poczucie winy i odpowiedzialności. „Nasz synek jest bardzo chory, nie mamy pieniędzy, by móc go leczyć. Gadu-Gadu zadeklarowało się, że wpłaci na nasze konto złotówkę od każdej wysłanej wiadomości. Prześlij dalej, pomóż nam!”. Odzywa się w Tobie poczucie winy, więc rozsyłasz, żeby synek miał szczęśliwsze życie. Problem w tym, że nikt tego nie liczy, z prostego powodu – to jest niewykonalne. Zagrali na czułej strunie, a Ty po raz kolejny dałeś się nabrać…

„Gadu-gadu bankrutuje! Wyślij SMS pod numer 79xx, żeby wykupić miesiąc korzystania z komunikatora. Jeżeli jednak wyślesz tą wiadomość do x osób, gg będziesz mieć za darmo.” Przykro mi, to też kłamstwo. To, że czasami pada serwer nie jest bynajmniej spowodowane brakiem pieniędzy. Prędzej tym, że kilkaset tysięcy osób rozsyła łańcuszki. To blokuje gg na pewno w większym stopniu.

Przerażenie w oczach pojawia się, gdy dostajesz informację od znajomej, że na pewno masz wirusa, bo on się sam rozsyła i zaraz zniszczy Ci cały komputer. Często bywa tak, że plik, który jest naszym potencjalnym niszczycielem okazuje się być bardzo ważnym elementem systemu. Komputer zniszczysz sobie sam, bo usuniesz plik niezbędny do jego prawidłowej pracy. Przyjemnie, prawda?

Każdy tekst zakończony formułką „wyślij to do…” jest łańcuszkiem. Każdy łańcuszek ma jeden cel – trafić do jak największej ilości osób. Zachęca do tego w różnoraki sposób. Mam tylko jedno pytanie: po co?

Generacja Nic

Czy gdy byliście bardzo młodzi, sądziliście, że w przyszłości świat będzie lepszy? Może i tak, ale jedno jest pewne, że wtedy wszystko było kolorowe. Nieświadomość jest Błogosławieństwem.

Dzisiejszy świat zmienił się od czasów żelaznej kurtyny, ale dalej narzekamy na życie w tym kraju, na kulturę i na to, że często nie mamy żadnych perspektyw na przyszłość. Mówimy, że oryginalność nie istnieje, a nawet nie zawracamy sobie głowy tym, żeby stworzyć cos nowego.

Nie buntujemy się, nie chcemy nic zmienić. Dlaczego? Czy nie stać naszego pokolenia na to, żeby się zmobilizować i wspólnie odmienić ten kraj? Żeby w przyszłości naszym dzieciom żyło się inaczej, żeby mogły żyć wolne?

Naszą generację w dużym stopniu tworzy muzyka. Subkultury, które się utworzyły, pozwalają młodzieży łączyć się w ich małe, własne społeczności wyznając jedną ideę. Każdy chce być niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Subkultury ogłupiają, gdyż każda jednostka uzyskuje świadomość masową całej grupy, dany sposób myślenia jest narzucany ludziom, którzy w ten sposób są ogłupiani i pozbawiani własnego toku myślenia.

Jeżeli chcesz, żeby cały kraj ruszył na wojnę, to powiedz Polakom, żeby nic nie robili, bo to nie ma znaczenia. Wtedy pójdą za tobą wszędzie. Oczywiście pójdą także, jak każdy dostanie po pół litra wódki.

Stereotypy naszego kraju i społeczeństwa są dla nas samych zabawne, ale gdy wyjedziemy za granicę i o Polakach będziemy słyszeć, że są alkoholikami i złodziejami, nasza duma może na tym ucierpieć.

Dlaczego nic nie robimy? Dlaczego nadal stoimy w miejscu? Zażądajmy zmian! Nie można przecież cały czas stać w miejscu! To jest równoznaczne z cofaniem się. Zbuntujmy się, obalmy rząd i niech do sejmu napłynie świeza krew. Stwórzmy czwartą Rzeczpospolitą Polskę Ludową! Duma Wam nie pozwala? A może wam się nie chce? Miejcie świadomość, że jeżeli nie zrobimy nic z naszym krajem, będziemy mieli jeszcze gorzej niż teraz.

Koleopterologia – trudna nazwa, fascynująca nauka

Pierwszy raz zetknąłem się z tą nazwą 2 lata temu. Wielu z was nie ma pojęcia, co to jest, a jeszcze większa liczba ludzi nie wie w ogóle o istnieniu takiego słowa. Czym ona jest?

Słowo koleopterologia wzięło się do łacińskiej nazwy Coleoptera oznaczającej nic innego jak…chrząszcze. Tak, te pospolite robaczki, które rozdeptujemy biegając latem po podwórku, chodząc po mieście, wygrzewając się na basenie…

Czym jest Koleopterologia? Jest to dział etymologii (nauki o owadach) zajmujący się wyłącznie jedną grupą: właśnie chrząszczami. Mało popularna, szczególnie wśród młodzieży nauka, w końcu większości z Was na sam dźwięk słowa chrząszcze przychodzą na myśl oślizgłe, obrzydliwe karaluchy i inne robale wypełzające ni stąd ni zowąd zza kanapy, kredensu, łóżka… Ale czy naprawdę te wszystkie “robale” są tak obrzydliwe jak nam się kojarzą? Czy naprawdę koleopterologia jest nauka tak niewdzięczną, że nie warto poświęcić jej kilku słów? Ja jestem zdania, że nie, stąd też postanowiłem poświęcić ten artykuł tejże nauce a zarazem mojemu wielkiemu hobby.

Niegdyś podzielałem zdanie większości: “Robale? A feee, mnie to nie interesuje! Wiem o nich tylko to, że są okropne i trzeba je zabijać”. Dopiero 2 lata temu pewna bliska mi osoba zmieniła nieco mój pogląd na te stworzonka. A zaczęło się to w prozaiczny sposób: byliśmy na spacerze i znaleźliśmy niezwykle kolorowego chrząszcza. Marta złapała go do pudełeczka i zaniosła do domu. Znalazła w internecie zdjęcie podobnego owada i poczytała o nim. I co się okazało? Co ciekawe zaczęło nas to fascynować. Chwytaliśmy do pudełek coraz to nowe okazy, hodowaliśmy je, obserwowaliśmy ich zachowania, przeglądaliśmy specjalistyczna literaturę. I okazało się, że chrząszcze potrafią być naprawdę fascynującymi owadami. Czy wiecie, że niektóre są niezwykle pożyteczne? Np. bardzo popularny, szczególnie w naszym kraju Biegacz Skórzasty, ogromny (jak na nasze warunki) 5-centymetrowy chrząszcz z rodziny biegaczowatych. Co w nim pożytecznego? Mianowicie to, że żywi się larwami i dorosłymi okazami stonki ziemniaczanej Przed laty rolnicy uprawiający ziemniaki chwytali ich całe krocie i wypuszczali na pole. Po tygodniu, dwóch pole było czyste od stonki ziemniaczanej.

Rozróżnia się kilka rodzin chrząszczy: bogatkowate (np. biedronka siedmiokropka), biegaczowate (np. wspomniany biegacz skórzasty), kózkowate (piękna Rosalia alpina czy też równie wspaniały i okazały Lamia textor), ryjkowcowate (przesympatyczny Liparus glabrirostris) i jeszcze kilka innych. Samych kózkowatych jest w Polsce ponad 200 tysięcy gatunków i odmian, z czego opisano zaledwie 192 tysiące. Istnieje duża szansa, że chrząszcz, którego właśnie rozdeptaliście to jeden z nieopisanych jeszcze naukowo gatunków. Czy to nie fascynujące? A wiecie, że bardzo popularny w lasach i terenach zadrzewionych niebieski, połyskujący chrząszcz nazywany żukiem leśnym potrafi… śpiewać? Metodą na odstraszanie potencjalnego napastnika u tego gatunku jest pocieranie o siebie żuwaczkami, w efekcie rozlega się ciekawy dźwięk, przypominający chrzęst, wystarczy złapać żuczka, i przyłożyć go do ucha. Jest zupełnie niegroźny dla nas, ludzi, żywi się roślinami, głównie mchem i ściółką leśną, ale potrafi być piękny. Połyskuje metalicznie niebiesko, znane są też egzemplarze z zielonym podbrzuszem, jednak bardzo rzadkie.

Inną ciekawostką jest największy chrząszcz świata: titanus giganteus. Ma do 17 cm długości i jest świetnym lotnikiem. Wyobrażacie sobie takiego ogromnego owada przelatującego nad waszymi głowami? Ale bez obaw, chrząszcz te występuje tylko na Madagaskarze a do tego wśród tubylców uchodzi za przysmak, jest na wyginięciu. Jeden osobnik waży 100g tyle, co porcja frytek. Miejscowi łapią je i przyrządzają na patelni jak kotlety. Podobno są całkiem dobre, ale świadomość spożywania chrząszcza skutecznie odstraszy niejednego turystę.

Chrząszcze to naprawdę fascynujące owady. Prawdziwą gratką jest będąca pod ścisła ochroną w Polsce Nadobnica Alpejska (Rosalia Alpina). Prześliczny, czarno-turkusowy chrząszcz z rodziny kózkowatych. Ma przepiękne, dwukolorowe czułka, które długością przekraczają długość ciała całego owada o jedną trzecią. Nadobnica osiąga wielkość do 5,5 cm. Nadobnice są strasznie płochliwe, a do tego występują jedynie na wysokości powyżej 1000 m n.p.m., a więc w wyższych partiach gór. W Polsce niezmiernie rzadko spotykane, na wyginięciu. Spotkać je można w pobliżu buczyn, tam lubią składać jaja, a w pniach buków dojrzewają i przepoczwarzają się larwy nadobnic.

Mógłbym tak wymieniać bez końca, gatunków chrząszczy wystarczy na kilka lat pisania, ale nie o to tutaj chodzi. Ten artykuł ma na celu przekonanie przynajmniej części z was, że nie każdy owad jest obrzydliwy. Ma na celu obalenie mitów o niektórych owadach (np. popularny, unikany przez dzieci chrząszcz nazywany doktorem, rzekomo uszkadzający bębenki w uszach – bzdura; owad ten żywi się pyłkiem kwiatów, głównie mniszkiem lekarskim i nie stanowi żadnego zagrożenia dla człowieka). Może przynajmniej część z Was po przeczytaniu tego artykułu zastanowi się dwa razy zanim położy ciężki but na delikatnym owadzie lub nim ucieknie z krzykiem do telefonu wzywając specjalistę od dezynsekcji widząc malutkiego lesza truskawczaka na ścianie sypialni… Jeśli zobaczycie jakiegoś chrząszcza i będziecie w stanie go ominąć, nie zabijacie go celowo. On nie jest groźny. W Polsce nie ma żadnego gatunku chrząszczy stanowiącego zagrożenie dla człowieka. Nie każdy lubi brzęczące w maju chrabąszcze, nikt nie znosi karaluchów na ścianie, ale zadeptywanie przebiegającego rozpaczliwie z jednej części trawnika na drugą wielkiego biegacza to barbarzyństwo.

Chrząszcze stanowią bardzo ważne ogniwo w ekosystemie. Stanowią pokarm dla setek ptaków, ssaków i innych zwierząt. Większość jest pożyteczna poprzez podtrzymywanie równowagi ekologicznej pomiędzy światem zwierząt i roślin. Poczytajcie, pooglądajcie ilustracje w internecie czy w książkach. Przekonacie się, że nie taki diabeł straszny. Dziś wiem o chrząszczach już sporo i widząc jakiegoś na ulicy uśmiecham się. Przypominają mi się stare dobre czasy, gdy biegałem po łąkach zaglądając pod każdy kamień czy zwalone drzewo w poszukiwaniu ciekawego egzemplarza. Czasem się udawało coś ciekawego znaleźć, czasem nie. Ale jakież to było fascynujące! Polecam to i Wam! Polecam gorąco! Zostańcie koleopterologami, to nic trudnego. Wystarczy trochę pasji i literatura. W naturze osobników do badań i obserwacji nie zabraknie wam do końca życia.

I tym optymistycznym akcentem kończę niniejszy artykuł. Mam nadzieję, że przekonałem, choć część z Was choćby do zmiany zdania z “obrzydliwe robale” na słodkie robaczki.

Jeśli kogoś interesuje ten temat bliżej, zapraszam do rozmowy. Chętnie podzielę się własną wiedzą i doświadczeniem w tym zakresie.